Wyszedł na scenę człowiek w dżinsach i koszuli. Wygl±dał tak, jak ludzie, których spotykasz na ulicy. Nie pajacował, nie podskakiwał, nie robił z siebie błazna. Jego zespół skupiał się na muzyce. Każda nuta została przekazana bez zbędnych ruchów, dokładnie tak, jak powinna być zagrana. Obyło się bez fajerwerków; oprawa ¶wietlna była niewyszukana.
Kiedy zapowiadał kolejne piosenki, mówił stonowanym głosem. Tłum cichł, aby usłyszeć jego słowa. Kiedy grał, tworzył jedno ciało z gitar±. Nie wysilał się, zupełnie jak ptak, który ¶piewa, bo ma ¶piew. Nie odgrywał żadnej z ról – po prostu był sob±. ¦piewał, a cała sala piewała wraz z nim – każd± piosenkę, każde słowo. Noel Gallagher.